POKÓJ 1408

POKÓJ 1408. KAŻDY MUSI GO ODWIEDZIĆ, BY MIEĆ SPOKÓJ

 



Długi korytarz hotelowy, kolejne drzwi za nami jak tory kolejowe w tej nudnej podróży. Wreszcie ten pokój. Już można się rozluźnić. Klucz w zamku. I pragnienie ciepłego, wygodnego łóżka. Wreszcie można runąć i zasnąć albo kochać się na całego.

Jednak w tym pokoju nie będzie to takie proste. Każdy, kto tu zawitał, nie wyszedł z niego cało. Zła legenda pokoju 1408 w nowojorskim hotelu Delfin trwa już od kilkudziesięciu lat. Intryguje i przeraża. Ale bynajmniej nie odstrasza takiego gościa jak Mike Enslin (John Cusack), pisarza, który od lat wydaje dziwaczne przewodniki po najstraszniejszych miejscach. Koneser strachu ocenia dane miejsce w skali czaszek (1-10). Jak na razie żaden hotel, zajazd, pensjonat, pałac, czy cmentarz, które odwiedził i opisał, nie zasłużył na 10 czaszek. Dlaczego w ogóle Enslin się tym zajmuje? Przecież zaczynał jako pisarz prozy obyczajowej i psychologicznej. Jego pierwsza książka pt. „Długa droga do domu” zapowiadała obiecującą karierę pisarza, który zostawia w czytelniku jakiś głęboki ślad.

Ale po śmierci córki, Katie coś pękło w samym Mike’u, który także odwrócił się od żony. (Echa tej historii odbiją się także w filmie „Poprzednie życie” z Adrienem Brody w roli głównej). Nie mając już do kogo wrócić, postanowił objechać kraj wzdłuż i wszerz, odwiedzając najstraszniejsze cmentarze, dwory, hotele, gdzie być może widziano kiedyś jakiegoś ducha. Pościg za łatwą sensacją w stylu „Nie do wiary” jest tak naprawdę terapią dla głównego bohatera. Za każdym razem schodzi on na samo dno zaświatów niczym Orfeusz i ma nadzieję spotkać gdzieś tam swoją córkę. Chce się przekonać się, że nie odeszła ona tak na zawsze jak pył na wietrze. Nie zamieniła się w nicość, lecz gdzieś tam sobie przebywa i czeka na spotkanie z rodzicami. Pisarz nie daje po sobie poznać, że żyje tą nadzieją. Zakłada maskę ironii i cynizmu, traktując z dystansem kolejne nawiedzone miejsca. Na wszelki wypadek włącza detektor, dyktafon, podczerwień. Czyha na jakikolwiek sygnał. Ale jak zwykle pudło! Słodko-gorzki uśmiech pojawia się pod nosem. Cudownie po raz kolejny podważyć te wszystkie brednie, przesądy, mity, a nawet wiarę w samego Boga. Pisarz tworzy tajemnicę i zarazem ją obnaża. Pisarz jest panem i niszczycielem fantazji swoich czytelników.

Ale tak poza tym warto pisać te szmirowate horrory i przewodniki po strasznych zakątkach. Bo przecież ludzie kochają się bać i zapłacą sporo, by poczuć dreszcze. To się zawsze sprzeda. Stephen King sięga tu do swoich osobistych doświadczeń jako pisarza grozy i powraca w znajome scenografie hoteli, by znów jak w „Lśnieniu” pokazać obłęd pisarza, który nie radzi sobie ze swoją życiową fabułą, powykrzywianą przez nałóg alkoholowy. Tam hotelowe drzwi, gdzie indziej sekretne okna. Gdzie jest wyjście? Tylko w drodze. Nasz bohater będzie tak przechodził z jednego pokoju hotelowego do następnego. Aż trafi do legendarnego pokoju 1408. Oczywiście wizyta pana Enslina wzbudza zainteresowanie wśród obsługi hotelu. Być może recenzja pisarza przyciągnie więcej klientów? Jednak pan Gerald Olin (Samuel L. Jackson), kierownik hotelu nie jest zbyt zachwycony pomysłem, aby Mike spędził noc w tym pokoju. Dobrze wie, że taka wizyta zawsze kończy się tragicznie. Ale na Mike’a nie ma mocnych. To profesjonalista. Przebywał w najstraszniejszych hotelach, więc dlaczego jakiś niepozorny pokój miałby go zniechęcić? Po wielu negocjacjach z Olinem, wreszcie zamyka się w pokoju 1408 i czeka na seans, którego nie zapomni do końca życia.

Niepozorny apartament urządzony w starym stylu, jest niczym labirynt, w którym można się bardzo łatwo zgubić, nie odróżniając prawdy od złudzeń, jakie co chwila prześladują gości. Można tu zamarznąć na śmierć, się utopić w talerzu rosołu, czy zawisnąć na sznurze, który zamocował tu ktoś bardzo przezorny. Do wyboru, do koloru. Skrajne temperatury pomieszczenia podkreślają skrajne emocje, jakie targają głównym bohaterem, na którego czole zbierają się coraz gęstsze krople potu, a w dotąd zgaszonych oczach, iskrzy się strach. To bolesna psychoanaliza, która z każdą minutą coraz bardziej zadręcza bohatera. Kim jesteś? Czego się boisz? Czego naprawdę chcesz? Te pytania rezonują między okropnymi wizjami własnej śmierci i śmierci poprzednich klientów, spotkaniami ze zmarłą córką i własnym ojcem, co niejako oddaje esencję życia. Jesteśmy tu za sprawą naszych ojców, ale to jakimi jesteśmy ojcami — decydujemy sami. Ten film to wyzwanie, by pokazać w jednym pomieszczeniu wszystkie lęki bohatera. To właściwie teatr jednego aktora. John Cusack od początku do końca skupia na sobie całą uwagę, zdzierając z siebie kolejne maski, od opanowania, znudzenia i cynizmu aż po totalną bezradność i przerażenie. Taką ewolucję bohatera mogliśmy widzieć chociażby w filmie „Gra” Davida Finchera.

Jak przestrzega kierownik hotelu, Gerald Olin, „ten pokój jest zły”, a któż inny mógłby lepiej pokazać zło, jeśli nie szwedzki reżyser, Mikael Håfström, który właśnie zasłynął filmem „Zło”. Dwa lata później Bracia Weinstein zaproponowali mu wyreżyserowanie filmu „Wykolejony” i wreszcie w 2007 roku Dimension Film Weinsteinów połączyło jeszcze raz siły ze szwedzkim reżyserem, by pokazać w „1408”, jak się wypada z torów własnego racjonalizmu.

W „Lśnieniu” zarówno King, jak i reżyser, Stanley Kubrick nie dali nadziei głównemu bohaterowi, czyniąc go zamarzniętym posągiem, który skończył jako wariat, chcący zabić siekierą swoją rodzinę. W ekranizacji „Sekretnego okna” pisarz, Mort zabija żonę, jej kochanka i żyje sobie spokojnie, wcinając parującą kolbę kukurydzy. Z kolei w książce to żona przeżyje, natomiast Mort zostanie zabity i w pewnym sensie uratowany przed własnym obłędem i hańbą. W tej filmowej wersji prozy Kinga też o mało nie brakowało, aby reżyser również uśmiercił głównego bohatera poprzez spalenie i na koniec skompromitował Enslina jako ofiarę własnej brawury. Od dreszczy po gorączkę! Mimo, że było to tragiczne zakończenie dla Mike’ a, to jednak wreszcie spotkał się on ze swoją córką już jako duch. Ale dopiero druga wersja, którą widzimy w oficjalnym wydaniu, daje większą nadzieję. Enslin doprowadzony do ostateczności, zostaje wreszcie wyratowany z płonącego pokoju i odbudowuje relację z żoną, a nade wszystko przekonuje się, że duchy istnieją i dają się nagrać na (dyktafon Sanyo). Håfström pokaże taką oczyszczającą podróż także w „Rytuale”, gdzie zmagający się z niewiarą młody ksiądz, musi stawić czoła demonom, które nomen omen atakują jego mistrza. Tylko tak bohater odnajdzie z powrotem siebie. Przebędzie „długą drogę do domu”, który już nie będzie nawiedzonym hotelem.

Poza tymi koszmarami pięknie nam tu się rysuje sens, że w tej wędrówce między różnymi pokojami, w których stykamy się z różnymi osobami (jak w odcinku Dr House’a „One day, one room”), w końcu musimy się zatrzymać w tym jednym strasznym pokoju, aby zrewidować swoje życie. To jak przedsionek zaświatów, gdy trzeba sobie powiedzieć, kim się było i kim się jest obecnie. Wspomnieniem, czy celem samym w sobie? Gdy piszę te słowa, sam już nie wiem. Chociaż czuję, a nawet jestem przekonany, że zbyt długo tkwiłem w tym pokoju, gdzie gęsto już osiadł kurz na zabawkach, a brudna pościel pamięta niejedno. Pora się wymeldować, przesunąć sztabę, przekręcić klucz, ruszyć w drogę… aż do następnego pokoju 1408.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH