OJCIEC
OJCIEC. PAN ANATOL WYCHOWUJE
Mamy rok 1967, Zbigniew Cybulski, kinowy idol stał się już legendą, w tle rozbrzmiewa jazz, młodzież rozbija się samochodami rodziców, zwłaszcza ci wywodzący się z bogatych domów. Do tej kasty należy Zenek Lipowski (Lech Łatocki, późniejszy odtwórca Lecha Kaczyńskiego w „Smoleńsku”), syn pewnego ważniaka z wysokich struktur państwowych, który ostatnio trochę narozrabiał. Tak się popisał, że trzeba do szkoły fatygować wiecznie zajętego ojca. Zenek nie jest specjalnie tym przejęty, bo jego stary i tak nie ma dla niego czasu, za to zawsze wsunie synowi zwitek banknotów. Trzeba jakoś kupić zaufanie dzieciaka, nie? A teraz zmykaj synu, bo kolejna narada, kolejne interesy. No i kto pójdzie do szkoły? Pyta sierota współczesnych czasów. Ojciec zajęty, ojciec nie może. A matka? Matka za granicą. Zęby sobie nowe wstawia, by uśmiechać się pięknie i szeroko jak Amerykanie. W końcu w naszym kraju wszystko się rozwija. Przemysł, handel, rolnictwo, budownictwo. Trzeba się uśmiechać razem z wesołą propagandą. Ten kraj ma przyszłość. A czy młodzież się rozwija dobrze? Rozwinie się, gdy poświęci się jej trochę uwagi. Bo nawozem nie są tu tylko pieniądze i drogie prezenty czy dawanie swobody, ale także uwaga i czujność.
„Osierocony” Zenek wraz ze swoimi pomysłowymi kolegami (Jerzy Grałek i Marek Barbasiewicz niczym Billy Idol) postanawia znaleźć sobie ojca do wynajęcia, który cierpliwie wysłucha pretensji pana dyrektora i pokaże swoją troskę o syna. Nie jest to takie proste znaleźć tatusia na godzinę, nawet jeśli Zenek oferuje dość wysokie wynagrodzenie, jak przystało na bogatego synalka. A to trafia się jakiś wariat filozof (Maklakiewicz), a to pan czuły na wdzięki młodego chłopca, a to stary złodziejaszek. Oj ciężko o dobrego ojca w tym kraju. Czy urwis nie zasługuje na kogoś lepszego? Niebiosa chyba się zlitowały. Bo oto Lipowski spotyka poczciwego Hipolita (fenomenalny Tadeusz Fijewski), co sobie łowi spokojnie nad Wisłą, ale przez fenol niewiele ryb złapie. Za to może złapać okazję, by trochę zarobić, wykorzystując swoje zdolności aktorskie. A może to Hipolit złapał w swoją sieć zagubionego Zenka? Czyżby to jakiś trop biblijnego rybaka, co łowi ludzkie dusze?
Hipolit z zawodu jest dorożkarzem, co czyni go jeszcze bardziej archaicznym bohaterem, jakby z innej epoki, gdy tu dookoła śmigają i hałasują auta (także Trabanty i Syrenki). Ale ta archaiczność jest tu wyraźnym powrotem do korzeni, do epoki, gdy dzieci trzymało się krótko i lało batem jak konia, by nie zbaczał z drogi, tylko szedł uczciwie po swoje. Mimo że dorożkarz zgadza się na ten przekręt i spotyka z dyrektorem szkoły (Bronisław Pawlik), to jednak po wysłuchaniu, co Zenek narobił, budzi się w nim odpowiedzialność za tego młodego człowieka. Słychać świst bata. Ktoś dostał lanie. Zenek jest zdumiony nerwową reakcją swego wspólnika, który nie chce obiecanych pieniędzy. Czyżby dostał pierwszą poważną lekcję wychowania?
Co do pana Anatola, to warto tu wspomnieć, że sam bezdzietny Fijewski przekazywał spore kwoty pieniężne na domy dziecka, by chociaż tak wyrównać szansę porzuconym dzieciom. Zupełnie jakby Pan Rzecki realizował filozofię Wokulskiego. Oczywiste, że pieniądze nie załatwią wszystkiego, ale mogą wiele. Wszystko jednak zaczyna się od troski i odpowiedzialności za drugiego, obcego człowieka.
Być ojcem, rodzicem to nie tylko to dosłowne znaczenie posiadania własnych dzieci, ale to także oznacza „nie bycie obojętnym na kogoś drugiego”. Reagowanie, gdy cudze dziecko wpada w tarapaty. Tak, tak. Ktoś powie, że może kiedyś to był jakiś obowiązek, misja, by zwrócić uwagę smarkaczowi. Wszyscy się znali i pilnowali. Ale dziś to raczej by nas do sądu podali, że znęcamy się nad dzieciakiem albo nie daj Boże, że go molestujemy. Dziś wszyscy tacy podejrzliwi i delikatni. Lepiej trzymać się z dala. Dlatego ojcem i matką trudno być dla obcych. Trudno zwrócić uwagę, trudno „uderzyć batem”, by przygotować dzieciaka do jeszcze większych kopniaków od życia.
Jerzy Hoffman, reżyser, który z wielką pasją i rozmachem przenosił na ekran najbardziej epickie powieści historyczne z niezwykłymi kostiumami i scenografiami i do tego jeszcze równolegle produkował w swoim studiu Zodiak równie kultowe filmy, w tej krótkiej nowelce zgrabnie nam pokazuje, co to znaczy wychowywać, nawet gdy nie ma się własnych dzieci.
Komentarze
Prześlij komentarz