DOTKNIĘCI

 

DOTKNIĘCI. BYĆ NORMALNYM

 


 

Nie wiedziałem, że Jacek Kwiatkowski z „Rodziny zastępczej” był ojcem nierozgarniętej pani Alutki. A tu proszę! Bohaterowie filmu Wiesława Saniewskiego, rodzina Milewskich, chociaż są biologiczną rodziną, od dłuższego czasu żyją bardziej, jak w rodzinie zastępczej, na umownych zasadach czułości i obowiązków wobec samych siebie. Jan (Piotr Fronczewski) ucieka w pracę na uczelni, zajmując się abstrakcyjnymi kwestiami filozofii i pracuje ze studentami, wierząc, że młodzi mogą zmienić ten kraj na lepsze (mamy rok 1989). Ale ten idealista uczony ucieka także w ramiona młodszej kochanki, piosenkarki, Marii (Ewa Błaszczyk wcześniej zagrała u Saniewskiego w głośnym filmie „Nadzór”), która zawsze zaśpiewa mu jakąś słodką kołysankę do snu, gdy wokół te okropne koszmary. Z kolei córka Jana, Wanda (Joanna Trzepiecińska) ucieka w muzykę, grając delikatnie na flecie do posępnej atmosfery domu. Raz po raz przejmuje domowe obowiązki, gotując i piorąc. Może dlatego późniejsza pani Alutka jest tak ekscentryczna i znerwicowana. A Piotr (Zbigniew Zamachowski) dawno rzucił szkołę, by jak najwcześniej pracować i utrzymać rodzinę intelektualistów, którzy nie potrafią zarobić na swój komfort.

A ta rodzina zastępcza w ostatnim czasie powiększyła się o parę osób w białych kitlach. Nie, to nie aniołowie. Chociaż chcielibyśmy w to wierzyć. To lekarze psychiatrzy, sanitariusze, pracownicy szpitala psychiatrycznego, którzy przez ostatnie dwadzieścia lat leczyli żonę Jana, matkę Piotra i Wandy, Joannę (Ewa Wiśniewska) z jej obłędu. Właściwie można powiedzieć, że scenografie szpitalne przewijały się przez całe życie Wandy i Piotra, którzy żyli w ciągłej niepewności, czy mama jeszcze wróci do domu, czy może zostanie dłużej między białymi postaciami, by poczuć się lepiej. A nawet gdy wróci, to co jeszcze może sobie zrobić? I jaką przykrość sprawi innym? Odbijają się te pytanie jak echo w ciemnym mieszkaniu. Ktoś dzwoni? To doktor Czerwiński (Aleksander Bardini). Co znowu? Jakie wieści? Przecież nie dzwoni po to, aby zapytać o pogodę. Czy mama odeszła? Mama jeszcze zostanie w szpitalu. Tydzień, miesiąc. Wieczność.

A może to tak jakby umarła? Przeniosła się do miejsca, gdzie wszyscy są w bieli i snują się zahipnotyzowani po korytarzach jak duchy, wolni od ciężkiej świadomości? Może dlatego Piotr podświadomie zakochał się w pielęgniarce, Oleńce (Agnieszka Wagner), która teraz jest z nim w ciąży. I znowu wraca strach, czy aby to biedne dziecko nie będzie szalone jak w „Nie-boskiej komedii”. Tu związek rodziców chyli się ku upadkowi, a tu rodzi się nowa miłość, nowe pokolenie, nadzieja, że może tym razem będzie normalnie. Może jest w tym także metafora zmieniającego się ustroju politycznego w Polsce? Cudownie tak pomarzyć, że to nowe pokolenie może być wolne od tych wszystkich nerwic i kryzysów.

Marzeniem Joanny była normalność albo śmierć. Przez te długie lata próbowała wszystkiego, aby przenieść się na drugą stronę, skończyć ze swoim obłędem i z samą sobą. Dobrze wiedziała, że jest sporym obciążeniem dla rodziny i jaki przynosi jej wstyd. Nie znosiła tej sztucznej, rodzinnej atmosfery, gdy wracała rozedrgana ze szpitala. Wszyscy wstrzymywali oddech, wszyscy jej usługiwali jak rozkapryszonej królowej. Znów trzeba załatwić jakieś leki albo nawet narkotyki. Uśmierzyć te demony. Piotrek zakasał rękawy, by zarobić ile się da. A i miłosierna Maria, kochanka Jana zdobywała nielegalnie różne „cudowne eliksiry”, by znieczulić Joannę i tak odciążyć Jana, który kontynuował swój marny, podszyty idealizmem etat na uczelni.

Ale nie tak łatwo było uśpić czujność Joanny. Z trudem utrzymywała uśmiech i wyłapywała wszystkie znaki, jakimi porozumiewali się domownicy. Może to mania prześladowcza, a może jakiś dziwny rodzaj intuicji? Radar, który przechwytuje spojrzenia i szepty. Co oni o mnie mówią? Czy już chcą się mnie pozbyć? No kochani, zdecydujcie się wreszcie. Miejcie odwagę! W tę albo we w tę. Co to za okrutna gra w podchody? Znowu jakiś telefon. Czy Jan rozmawia z jakąś kochanką albo lekarzem? Czy omawiają plan pozbycia się mnie na zawsze. Joanna nie znosi tych niedomówień. Znowu pragnie być znienawidzona. Białe czarne! Zawsze znajdzie okazję, by zrobić komuś na złość, zrobić przykrość. To co inni tak starannie tworzą, budują jak domki z kart na wietrze, ona uparcie niszczy ze swoim obojętnym wyrazem twarzy. Jakby jej już nie zależało. Czarownica zmieniająca życie w kamień.

Niech rozwieją się te mgły litości. Niech wszyscy powiedzą, co im leży na sercu! Nienawidzę cię mamo! Tak, dobrze! Krzyczcie. Wyrzućcie mnie! I nie czujcie się winni. Ale wyrzuty sumienia zawsze pozostają. Bulgoczą gdzieś pod kamiennym obliczem, drążą, kopią, nie dają spać. Ach ty perfidna Joanno! Czy można cię kochać, czy może tylko się nad tobą litować?

Ewa Wiśniewska po latach zagra równie problematyczną matkę w filmie „Zbliżenia” Magdaleny Piekorz, nie dając żyć swobodnie swojej dorosłej córce i zięciowi, a z kolei Piotr Fronczewski w filmie „Musisz żyć” zagra cierpliwego bohatera, Adama, który zarzucił karierę na uczelni i cierpliwie wypełnia słupki w banku, by zarobić na dobrobyt swojej rodziny. Niby wszystko jest, wypasiona chata i dobre sprzęty w tej kapitalistycznej nowej Polsce. A jednak wciąż czuć jakąś pustkę. O co nam wciąż chodzi? Musimy żyć! Ale czy naprawdę chcemy w tym a nie innym kontekście? Co jest grane? Cisza zakłócana rykiem muzyki z nowego sprzętu HI-FI. Może dlatego jego żona, niespełniona artystka ma ciągłą nerwicę, a jego syn, maturzysta popada w narkotyczny nałóg. Aż w końcu dochodzi do tragedii.

I w tej historii opartej na opowiadaniu Andrzeja Kijowskiego pt. „Oskarżony” także dochodzi do tragedii. Joanna w końcu przedawkowuje leki i umiera. Z jednej strony to ulga dla rodziny, która wreszcie wyszła z koszmaru niepewności, co dalej z matką. Jednak z drugiej strony nadchodzą nowe problemy. Bo jak to się w ogóle stało, że Joanna przedawkowała? Skąd chora miała tak duże ilości leku, który jest wydawany na receptę i to jeszcze pod ścisłą kontrolą? Czy rodzina chciała jej pomóc, czy może się jej pozbyć? A może to Joanna przechytrzyła ich wszystkich i sama się zabiła? Zemściła się tak na mężu, który ją przez tyle lat zdradzał. Podejrzliwy Doktor Kramer (Olgierd Łukaszewicz) swoim przenikliwym spojrzeniem szuka uparcie winnych i składa zawiadomienie do prokuratury przeciwko Janowi. Dla niego wszystko musi być jasne. Mniej więcej w tym samym czasie Łukaszewicz zagra pacjenta na oddziale, gdzie ordynatorem będzie Aleksander Bardini. Mowa tu oczywiście o filmie „Dekalog 2” w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego.

Tu z kolei mamy do czynienia z piątym przykazaniem Dekalogu: „Nie zabijaj”. Nie pozbawiaj życia siebie i innych, ale też i nie skreślaj danej osoby za życia, nawet gdy jest ona spętana w szaleństwie. Może rodzina zabiła Joannę jeszcze za życia, gdy ta przebywała w szpitalu jak ameba. Jan mimo wszystko czuje się winny i woli iść do więzienia jak kozioł ofiarny niż pozwolić, aby ta sprawa dręczyła jego dzieci, które chcą wreszcie normalnie żyć. Zamiast więzienia można też udawać wariata i trafić do tego samego miejsca co Joanna. Może to też jakiś sposób zrozumienia swojej żony, której nie potrafił pomóc. A może trzeba wrócić dla wnuka, który właśnie się urodził i pokazać mu, że można być normalnym mimo tej chorej rzeczywistości. Oto wyzwanie dla Jana i jego rodziny.

Surowe, minimalistyczne kino początku lat dziewięćdziesiątych, gdzie jeszcze na kliszy filmowej widzimy te zaciemnione oblicza bohaterów, którzy mimo wszystko pragną w tym brudzie zwyczajności, ocalić resztki człowieczeństwa. Pomóc samobójcom przerwać ich egzystencjalne męki i otulić niewinne dziecko, które płacze przerażone, czując zimno dnia powszedniego.

Całość dopełnia tu przejmująca muzyka Przemysława Gintrowskiego. Zwłaszcza na uwagę zasługuje motyw końcowy. Delikatny podkład syntezatorów, klucząca gitara jak wytrwały wędrowiec, potykający się o swoje kroki, a na pierwszym planie snujący się sennie saksofon Henryka Miśkiewicza, potęgujący melancholię tamtych dawnych, szarych czasów.

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH