VINCI. DAMY NIE MAMY. DOBRZE, ŻE MAMY KOPIE I BECKENBAUERA


Kolejna komedia kryminalna po słynnym „Kilerze” Juliusza Machulskiego, opowiadająca o tym, jak dokonać kradzieży doskonałej, nie okradając właścicieli i dobrze na tym zarobić. W rolach głównych zobaczymy: wschodzącego Roberta Więckiewicza (jeszcze przed „Świadkiem koronnym” i „Ślepnąc od świateł”), Marcina Dorocińskiego (jeszcze przed „Pit Bullem”) i Borysa Szyca (jeszcze przed „Oficerem”), a także Łukasza Simlata, Kamilę Baar, Jacka Króla i oczywiście Jana „Kwintę” Machulskiego, dopełniającego swoim aktorstwem niemal każdą produkcję swego syna. W tle piękny Kraków i Muzeum Czartoryskich, gdzie wisi jedyny wartościowy obraz, godny spektakularnej kradzieży, czyli „Dama z łasiczką” Leonarda da Vinci. Obraz tak znany i kultowy, że właściwie pomysł, aby go skraść, wydaje się dość absurdalny. A jednak ktoś jest na tyle zdeterminowany, aby zakłócić spokojne odbywanie wyroku wytrawnemu złodziejowi, Robertowi „Cumie” Cumińskiemu i zaproponować mu kradzież legendarnego obrazu. Tym kimś jest niejaki Gruby (świetny Mieczysław Grąbka), niegdyś pracownik centrali handlu zagranicznego, dziś koneser dzieł sztuki i cudzych skarbów. Gruby jednak nie lubi brudnej roboty, od tego właśnie ma Cumę (Robert Więckiewicz), specjalistę od akcji, który niejednemu kolekcjonerowi zwędzi to lub tamto. Właśnie ostatnio wpadł przez swojego młodszego kumpla, Juliana „Szerszenia” (Borys Szyc), który poza cennymi monetami, połakomił się także na piękne, cudze szachy. Policja bez problemu odnalazła je w bagażniku uciekającego Cumy. Szerszeń natomiast zniknął i dostał niejako drugą szansę od losu, a Cuma poszedł siedzieć, nie zdradzając swojego wspólnika.

Teraz wraca na krótki czas, by dokonać kradzieży Damy. I co dziwne, chce do swojej roboty znów zaprosić Szerszenia, który jest świetnym specjalistą od ładunków wybuchowych. Ale od tamtego czasu wiele się zmieniło. Szerszeń zerwał z przestępczością i przeszedł do policji, gdzie też może poczuć niezły dreszczyk emocji, ale przynajmniej go nie wsadzą. Ale kto by się nie pokusił na „Damę z łasiczką”? MILION EURO. Szerszeń, który chce być nazywany Julianem, znów się oblizuje, bo mimo wszystko lubi dreszczyk emocji i duże nagrody. Poza tym czuje, że jednak jest coś winny Cumie za to, że ten go nie wsypał wcześniej. VA BANQUE! Czas opracować plan. „Dama z łasiczką” na parę miesięcy wyjeżdża do Japonii. Właśnie moment przyjazdu do Polski ma być tym decydującym punktem w całej akcji. Krakowskie ulice są takie kruche. Samochód z Damą mógłby się zapaść. Taki jest ciężar prawdziwej sztuki, a wtedy podczas tego zamieszania, można dokonać zuchwałej kradzieży i podmienić oryginał na kopię.

Zanim jednak dojdzie do zadymy, trzeba skompletować zespół zaufanych ludzi. Cuma i Szerszeń tu nie wystarczą. Potrzebni są zdolni fałszerze, jak choćby zadziorna Magda (Kamila Baar), relegowana właśnie z uczelni, umiejąca się targować o swoje czy jej dziadek, Hagen (Jan Machulski), gotowy wydać wszystkie swoje oszczędności na stary antyk, z którego wydobędzie dębowe deski, potrzebne do wykonania genialnej kopii. Już samo wykonanie kopii dzieła Leonarda będzie sporo kosztowało, więc sprawdza się tu zasada, że ten kto chce okradać bogatych, sam musi mieć spory kapitał, jak to już widzieliśmy w „Ocean’ s Eleven”. Poza specjalistami od fałszowania, przyda się jeszcze jeden spec od ładunków wybuchowych i brudnej roboty. Tu pojawia się były górnik, Werbus (Jacek Król), który po ostatnim wybuchu w kopalni, ma problemy z pamięcią, a zwłaszcza nie potrafi skojarzyć twarzy. W razie wpadki, podczas przesłuchania z wykrywaczem kłamstw, nie rozpozna twarzy Cumy czy Juliana. Krok po kroku złodzieje przygotowują się do swojego wielkiego skoku. Julian jest zafascynowany pracą Magdy, która próbuje odtworzyć każdy detal obrazu Leonarda (także ten, którego nie widać gołym okiem). Szerszeń z kolei próbuje zapisać w pamięci każdy szczegół z twarzy Magdy, do której czuje coraz większą sympatię, lecz dziewczyna wciąż zbywa go ironicznymi uwagami.

W związku z tym, że Cuma opuścił nagle więzienie ze na polecenie skorumpowanego doktora Wiadernego, nadgorliwy komisarz Wilk (Marcin Dorociński) postanawia mieć oko na naszego głównego bohatera. Cuma ma się meldować na komendzie co drugi dzień, by nie mieć czasu na łamanie prawa.

To trochę komplikuje przebieg całej akcji, ale od czego jest Julian, który stoi w rozkroku między policją a złodziejami. To także trochę niepokoi Roberta, który boi się, że może stary kumpel szykuje na niego zasadzkę. Wszystko oczywiście zmierza do wielkiej akcji na jednej z krakowskich ulic, gdzie złodzieje zamierzają oddzielić samochód (karetkę na sygnale) z obrazem od reszty eskorty policyjnej. Jak? Poprzez wielkie Buuum. Nagle samochód się zapada pod ziemię, do kanałów, a tam już czekają Cuma i Szerszeń, by obezwładnić ochronę i podmienić obrazy.

Alarm, ktoś napadł na Damę! To spore wydarzenie, obiegające cały kraj i Europę. Ktoś ukradł i podmienił sprytnie obrazy. I teraz przechodzimy do najciekawszego etapu filmu, gdy oto okazuje się, że obraz trafił na tajną licytację dla najbardziej snobistycznych kolekcjonerów, którzy chętnie by zamknęli Damę w swoich kapliczkach i kontemplowali całe dnie i noce. Wystarczy zrobić zamieszanie wokół najsłynniejszego obrazu, wmówić wszystkim, że został skradziony i zaostrzyć apetyty chciwym kolekcjonerom, gotowym zapłacić wiele za zakazany owoc. Ale spokojnie „Dama…” wróci na swoje miejsce, podczas gdy jej genialne kopie osiągną takie ceny jak oryginał.

Cudownie mieć rzecz, która kosztuje tyle pieniędzy, mimo, że sam obraz właściwie nie ma żadnych praktycznych funkcji. Takim skradzionym obrazem nie można się nawet specjalnie pochwalić. Nadęci bogacze będą dumni ze swoich zdobyczy, dopóki się nie dowiedzą prawdy. Wtedy czar pryśnie. Ale przecież ta elegancka kopia, w którą włożono tyle energii, odtwarzając stare techniki, wcale nie jest gorsza. Jest równie genialnym obrazem,

 

 

Ale jednak kopią

 

Ta sympatyczna komedia kryminalna zadaje między wierszami pytanie o to, czy naprawdę potrzebujemy oryginałów, gdy mamy genialne kopie. A z biegiem lat technika odtwarzania, reprodukowania jeszcze się polepszy. Może aparat kwantowy z powieści science-fiction, kopiujący atom po atomie, znajdzie swoje odbicie w naszej rzeczywistości, gdzie AI już puka coraz głośniej. Zatem czym będzie sam oryginał? Wszyscy wzdychają do „Damy z łasiczką”, bo jest ona jedyna w swoim rodzaju ze swoją historią i legendarnym twórcą. Ale gdy takich obrazów nagle będziemy mieli setki, tysiące genialnych kopii, odtworzonych z najdrobniejszymi niuansami, wtedy oryginał straci na swoim znaczeniu. A co jeślibyśmy wymieszali oryginał z kopiami? Obraz liczący sobie 500 lat zniknąłby wśród takich samych obrazów. Przestałby być wyjątkowy. Byłby jednym z wielu, a tym samym straciłby na swojej milionowej wartości.

Czasem trzeba udawać, że coś się kradnie, by zwiększyć tego wartość albo trzeba narobić trochę szumu, by kopie sprzedały się z zyskiem.

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH