ROZGRYWKA (THE SCORE). PROFESJONALIŚCI MAWIAJĄ: „OK BYE, BYE”

 


Marlon Brando, Robert De Niro i Edward Norton — robi się ciekawie. A do tego jeszcze za kamerą Frank Oz, człowiek, który ożywił Muppety oraz Mistrza Yodę. Tu z kolei jako reżyser dyryguje tymi trzema aktorami, z których każdy pochodzi z innej generacji kina. Szczyt Brando to lata 50-te i 60-te, De Niro tworzył swoje najlepsze role w latach 70-tych, 80-tych i 90-tych, z kolei dla Edwarda Nortona to przede wszystkim lata 90-te („American History X” czy „Fight club”). On jako ten najmłodszy w całym tym gronie również ma tu do zagrania najciekawszy charakter. Gra na dwa fronty, współpracując i sabotując pracę wspólników, a do tego jeszcze cudownie udaje upośledzonego pomocnika woźnego.

Brando z kolei gra tu schorowanego biznesmena, Maxa (to zresztą jego jedna z ostatnich ról), coś mamrocze, jęczy pod nosem swoim słabym głosem, ciężko dyszy, czasem żartuje i podpiera się laską. To już nie ten Ojciec chrzestny co kiedyś, ale wciąż umie pociągać za sznurki i ma urok osobisty. Jego prywatna kondycja jako człowieka dobrze oddaje kondycję filmowego Maxa, schorowanego i zdesperowanego, który chwyta się brzytwy, by wydostać się z długów. No i wreszcie De Niro, również oszczędza tu na emocjach, niekiedy krzywiąc się lub denerwując.

W tym samym roku, gdy ci trzej postanowili zorganizować skok na królewskie, złote berło, by zostać królami życia, George Clooney wraz Bradem Pittem i Mattem Damonem zamierzali obrabować kasyno w Las Vegas. My jednak przenosimy się z głośnych, krzykliwych, amerykańskich scenografii do urokliwego Montrealu, gdzie ma dojść do wielkiego skoku. To właśnie tam osiadł główny bohater, Nick Wells, wytrawny włamywacz, w którego wciela się De Niro. Po raz kolejny gra on profesjonalistę do potęgi. Widzieliśmy to już w „Łowcy Jeleni”, gdzie jego bohater, Mike chce jednym celnym strzałem powalić jelenia. Potem w „Gorączce”, gdzie jako wytrawny złodziej, Neil, starannie opracowywał każdy skok, żyjąc jednocześnie jak mnich, by w razie wpadki (tytułowej gorączki) zostawić wszystko bez żalu.

Wells z kolei kieruje się zasadą, że nigdy nie okrada swojego miasta. Zawsze ma robotę gdzieś poza swoimi kręgami. Jest specem od różnego rodzaju sejfów, świetnie sobie radzi, pokonując kanały czy wysokie mury. Przekłada linki i wspina się na kolejny szczyt swoich ambicji, a w warsztacie wykonuje potrzebne mu akcesoria, by być przygotowanym na każdą ewentualność. Ale lata lecą, Nick chce wreszcie odpocząć. Ma już pięćdziesiątkę na karku i liczy się z tym, że podczas którejś z akcji może nawalić. Nie chce też nikomu zrobić krzywdy, unika broni i strzelaniny. Nie jest typem narwanego kowboja, krzyczącego: „to jest napad!”, co raczej cierpliwego włamywacza, analizującego każdy etap planu. To także tłumaczy oszczędną grę De Niro, który nie sili się na jakieś wzruszenia, żarciki. Jego bohater jest konkretny do bólu i ascetyczny.

W pewnym stopniu już ustabilizował swoje życie. Nigdy byś nie pomyślał, że ten facet w marynarce prowadzący modny klub Jazzowy może po nocach okradać innych. Jego dziewczyna, stewardessa (Angela Bassett) jednak wie o tym i zmęczona stanem zawieszenia, stawia mu wreszcie ultimatum, aby zakończył to ryzykowne hobby.

Akurat wtedy do jego drzwi puka stary przyjaciel, Max (Marlon Brando), który oferuje mu ciekawą pracę, kradzież berła królewskiego z urzędu celnego, gdzie już od pewnego czasu pracuje trzeci wspólnik, Jack (Edward Norton), udający niepełnosprawnego intelektualnie Briana, pomocnika woźnego, Danny’ ego. Uroczy Brian pomaga w myciu podłóg i wyrzucaniu śmieci. Wszyscy go tu znają i lubią, a on coraz dokładniej poznaje budynek urzędu celnego, gdzie w jego piwnicach przetrzymywane jest cenne berło.

Nick na początku jest dość sceptyczny do całej tej operacji: raz, że okrada urząd, a druga sprawa, że przeprowadza robotę w swoim mieście. To wbrew jego zasadom. W końcu się jednak zgadza, chcąc także pomóc zdesperowanemu Maxowi, który jak się okaże, zmaga się z poważnymi problemami finansowymi i ma nóż na karku. Dla nich obu to królewskie berło ma rozwiązać wszystkie problemy i pomóc w rozpoczęciu nowego życia. Krok po kroku śledzimy przygotowania do skoku i rosnące napięcie między nieufnym, skrytym Nickiem, a nieco narwanym i młodszym Jackiem, który wciąż czuje, że wspólnik traktuje go z góry, nie okazując mu należytego szacunku.

Włamywacze sprawdzają ukryte przejścia, kanały, hackują kody zabezpieczeń. Tu przy okazji poznajemy jeszcze jednego specjalistę, narwanego geeka na psychotropach, przyklejonego do komputera 24 godziny na dobę, by przejść kolejne plansze strzelanki, Stevena, który mieszka ze wścibską mamą. Choć Steven to świetny specjalista, to są jeszcze lepsi, którzy nakrywają go na kradzieży. Nie obejdzie bez łapówek („spotkanie kuzynów”). Pokonanie kodów zabezpieczeń to jedno, a otwarcie sejfu to kolejne wyzwanie. Nick w swoim warsztacie analizuje budowę sejfu jak skomplikowanego mechanizmu szwajcarskiego zegarka. Ten szwajcarski mechanizm także przekłada się na samo działanie Nicka, który jest precyzyjny do bólu. Ale w każdej tego typu akcji musi być trochę improwizacji, gdy w ostatniej chwili coś nawali. Bo nawali i kilkakrotnie, że aż poczujemy krople potu na czole, takie same, jak Nick wiszący nad sejfem i kamerą, podczas gdy Jack uzna, że warto pognębić starszego kolegę po fachu niepewnością.

Kto zdobędzie berło króla złodziei? Co wygra? Dojrzałość czy brawura. „Rozgrywka” pokazuje nam nie tylko kulisy genialnego skoku na cenny skarb, ale także pojedynek między doświadczonym profesjonalistą, a młodym, niecierpliwym włamywaczem, który tylko udaje profesjonalistę.

Cierpliwość i pokora. Oto najważniejsze wartości, jakimi musi kierować się profesjonalista w każdej dziedzinie, nawet gdy okrada innych.

 


 

 I jak przystało na film o tytule "The Score", ścieżka dźwiękowa w wydaniu Howarda Shore' a, który w tamtym czasie pracował także przy "Władcy pierścieni", wspaniale podbija napięcie w każdej scenie. Zwłaszcza na uwagę zasługuje tu główny motyw, gdzie słyszy lekkie, jazzowe wibracje (kontrabas i trąbkę) opisujące jazzową pasję Nicka, który prowadzi klub jazzowy, a potem te mocne, poważne akordy na dęciakach podkreślające napięcie, jakie towarzyszy bohaterowi podczas każdego włamania, gdzie niespełniony jazzman musi trzymać się partytury i gdzieniegdzie trochę improwizować.   




 





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH