PIĘĆ OSÓB MAŁY CZAS. PROWADZIŁA ŚLEPA POETĘ, PROWADZIŁ POETA ŚLEPĄ SWOIM SŁOWEM
Miron
Iron
Człowiek z żelaza?
Masa
Iron
Ron
On
No
O
Białoszewski
Biał
O
Szew
Ski
Ki
I
Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiii
Jeszcze coś
Na odwagę, gdy pokonujemy tą drogę przez dziewiczą biel
By zostawić jakieś nieśmiałe ślady pośród zasp
Kreski
Kropki
Wstydliwe interpunkcje
myślniki
Między rodzącym się uczuciem
Miron
Iron
Ironio kochana
Miron białe ślady szwami łata
Łata i lata
Zapisuje
Uciekając od bieli
I jednocześnie zostawiając jej tak wiele dla czytelnika
By mógł odetchnąć między wersami
Oddycha głęboko Jadwiga Stańczakowa (Krystyna Janda), trzymając się poręczy w swojej ciemności. Właśnie wyszła z dusznego mieszkania, w którym mieszka z nadopiekuńczym ojcem. Wreszcie może nacieszyć się samotnością, bo ojciec (Igor Przegrodzki) czasem jest nie do zniesienia. Z roku na roku coraz gorzej. Wszyscy będziemy starzy i nie do zniesienia na ten padół ziemski. Na te wszystkie depresyjne stany Jadwigi, na jej ciemności duszy najlepszy jest spacer lecz najlepiej z przewodnikiem. Kimś takim od wielu lat jest poeta Miron Białoszewski (Andrzej Hudziak), który choć dziwną poezję tworzy, to jednak stara się opisać jak najlepiej Jadwidze, co widzi teraz, gdy idą aleją parkową. O jakiś pies przebiegnie, jakiś zapach się rozniesie. Uważaj! Gówno. Miron jest czuły na te wszystkie drobiazgi, jest jak napięta struna, która nieustannie drga na wietrze rzeczywistości, by odbić coś w nowym wierszu. Tej niezwykłej relacji spisane przezj Jadwigę Stańczakową (teściowa Tadeusza Sobolewskiego, babcia Justyny Sobolewskiej) w swoim dzienniku „Dziennik we dwoje” przygląda się scenarzysta i reżyser Andrzej Barański, ukazując nam różne scenki z życia tych dwojga na przełomie lat 70-tych i 80-tych.
Miron to asceta, przeżył już swoje, jak choćby Powstanie Warszawskie. Mieszka teraz w małym mieszkanku, które jest jak kapliczka, gdzie jest ołtarz do tworzenia nowych wierszy i kontemplowania muzyki. Ach ta muzyka Mironie. Czy gdybyś umiał grać, zostałbyś kompozytorem? Wszak w muzyce łatwiej te wszystkie emocje pozbierać niż w tych dziwnych neologizmach, protezach jakiś przerwanych melodii. A ty żeś się uparł na te słowa i wiersze. Ale wierszy Miron nie rzuca tak na wiatr. Napisze ze trzydzieści, a potem dwadzieścia zniszczy, by dokonać twardej selekcji. Po tym poznaje się wytrwałego i świadomego twórcę, że jest kreatorem i niszczycielem w jednej osobie. Ryje uparcie słowa na białej karcie i patrzy, które zmyje fala tanich wzruszeń. To różni poetę od grafomana. Miron żyje sztuką, amatorskim teatrem, muzyką, poezją, intelektualnymi rozmowami z przyjaciółmi w swojej kapliczce sztuki. To jest jego sposób na Chamowo, na które został skazany. Do reszty spraw zupełnie nie ma głowy. Telefon, dokumentacja medyczna, meldunek. Zupełnie jak niepełnosprawna osoba. Nawet nie wie, czy dziś zmienić koszulę i co zjeść na obiad. Od tego ma właśnie Jadwigę. Choć to by było zbyt krzywdzące napisać, że ona dla niego jest tylko jak opiekunka. Jest ona bardziej jak przyjaciółka, partnerka w rozmowach, towarzyszka w spacerach, podczas których zbyt intelektualny poeta zaczyna prosto opisywać, to co widzi przed kobietą, która nie widzi. Za to ona ma wyobraźnię niezwykłą, by dookreślić sobie kontury tego całego życia co raz ciągnie się szara prozą, to znowuż potem miga krótkimi wierszykami.
Jadwiga wie, kiedy Miron ma zmienić koszulę, by wprowadzić trochę świeżości w ten zatęchły intelektualizm. Mimo swojej niepełnosprawności przepisuje na maszynie jego wiersze i fragmenty prozy, a także nagrywa na magnetofon audio-wiersze, które czyta Miron w swoim zaciemnionym mieszkaniu. Miron nie znosi słońca, bo też nie żyje wedle rytmu, jak większość zwyczajnych ludzi. Gotów obudzić się o pierwszej w nocy i jechać gdzieś tramwajem i coś sobie zapisywać. Złapać tą jedną myśl na gorącym uczynku i poćwiartować na wersy jak złośliwego węża z Edenu, co tak wiele wątpliwości ludziom wmawiał.
Jadwiga też oprócz przepisywania wierszy Mirona, które czuje swoimi palcami, pragnie pisać swoje wiersze albo dziennik, dać literackie świadectwo życia w ciemności. Twórczość poetycka Stańczakowej to punkt zwrotny w przyjaźni z Mironem, który jakoś nie może znieść tej dziwnej konkurencji ze strony przyjaciółki, słuchającej dotąd tylko jego wierszy. Jak tu być obiektywnym? Miron nie jest zbyt delikatny. Odradza przyjaciółce pisanie wierszy, ale tym samym pozbawia ją wyrażania emocji w ciekawszy sposób. Jadwiga się jednak nie poddaje. Uparcie pisze i cierpliwie słucha krytyki przyjaciela-kata, który trochę jak osoba z zespołem Aspergera, nie bawi się w delikatne półsłówka, tylko uderza prosto z mostu. Jak Miron radzi lub każe, żeby zniszczyć jakiś wiersz, Jadwiga mu ufa i posłusznie go niszczy, zapominając już, ile włożyła w niego uczuć.
Ale taka jest ta bolesna poezja. Redukuje wszystko do minimum. Ściera banał, jakim zasłoniliśmy niewygodne uczucia. Kolejny wers do obcięcia, znowu jakoś mniej i dziwniej. Ale czytelnik musi oddychać swoją wyobraźnią. Jadwiga oddycha spokojnie za kolejnym zaakceptowanym wierszem przez Mirona. Łaskawy wyrok. Kciuk w górę. Oddech. Miron oddycha ciężej. Za niedługo będzie kolejny zawał. Jadwiga przepisuje wiersze Mirona i sprawdza jego korespondencję, relacjonując poecie na bieżąco wszystko. Prawie jak stare, dobre małżeństwo. Choć w życiu Mirona był pewien przyjaciel, który aż nazbyt skradł mu serce. Jadwiga teraz kradnie mu ciszę. Nieustannie mówi o tym i tamtym. Miron obcina kolejne niepotrzebne słowa wylewnej Jadwigi i czuje, jak coraz mniej w tych wszystkich słowach i rozmowach jego czasu.
Przez całe życie starał się redukować wszystko do minimum. Żadnych niepotrzebnych świąt i ceregieli, nawet imienin, urodzin. Wiersze krótsze, ciągi słów, drabinki wiodące do kojącej nicości
Aż wreszcie śnieżnobiała karta.
Żadnych już form i ewolucji
Biały pomnik
Nagrobek
Imię Miron
Norim
Minor
Ronim
Iron
Nor
Or
O
Och
Co za ulga
pustka
Komentarze
Prześlij komentarz