Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2023

OPOWIEŚCI Z NARNII

Obraz
  Mamy rok 1940. Dzieci są ewakuowane z Londynu, który jest właśnie bombardowany. Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja Pevensie opuszczają swój dom i jadą na wieś do domu starego profesora, gdzie jakby zatrzymał się czas. Ten magiczny dom jest niczym muzeum, gdzie każdy eksponat ma swoją, niezwykłą historię. A najlepiej ją poznawać poprzez zabawę w chowanego. Dom jest pełen zakamarków, gdzie można się schować, gdy za oknem deszcz. Jedni kryją się pod łóżkami, inni za kotarami, a jeszcze inni wchodzą do szaf. Właśnie tak wybrała sobie najmłodsza z rodzeństwa, Łucja. Weszła do szafy, gdzie było pełno futer i pachniało naftaliną. Przeszła jeszcze kawałek, ale zamiast tylnej ściany ujrzała przed sobą krainę otuloną śniegiem. Gdy poszła dalej, zauważyła latarnię, a potem sylwetkę jakiejś dziwnej istoty. To był Faun.   I co ten faun zrobi z dziewczynką?   Brzmi przedziwnie   A może to ona przesadziła z naftaliną i ujrzała rzeczy, które nie śniły żadnym filozofom....

VAN GOGH. WARIACJE O VINCENCIE

Obraz
    Jego nazwisko brzmi wykwintnie jak marka sama w sobie, tak jak Jacques Louis Davis, Delacroix, Dali, Michel Angelo. Snobistycznie rzecz ujmując to klasyk, którego trzeba znać i fajnie mieć coś z jego repertuaru, np. tapetę z „Gwiaździstą nocą”, kubek albo koszulkę z nadrukiem. Miło zobaczyć, że sztuka wychodzi poza galerie, że cieszymy się tymi niepowtarzalnymi wzorami i kolorami. Falujące formy i kształty hipnotyzują, jakby wszystko drgało, płonęło dookoła. Jakbyśmy mieli nieustanną gorączkę i równali się z bohaterami tych obrazów. Przeżywali ich dramaty i radości, stojąc tam w szczerym polu, czekając na złowróżbne czarne kruki. Chyba żaden malarz nie doczekał się tylu ekranizacji swojego tragicznego, ale i też ciekawego życia, co właśnie rudowłosy Holender imieniem Vincent. Miał życie na miarę wielkiej literatury, co w pełni docenił autor fabularyzowanych biografii Michała Anioła czy Camille’a Pissarra, Irving Stone w swojej powieści „Pasja życia”. A za powieścią po...

ROZGRYWKA (THE SCORE). PROFESJONALIŚCI MAWIAJĄ: „OK BYE, BYE”

Obraz
  Marlon Brando, Robert De Niro i Edward Norton — robi się ciekawie. A do tego jeszcze za kamerą Frank Oz, człowiek, który ożywił Muppety oraz Mistrza Yodę. Tu z kolei jako reżyser dyryguje tymi trzema aktorami, z których każdy pochodzi z innej generacji kina. Szczyt Brando to lata 50-te i 60-te, De Niro tworzył swoje najlepsze role w latach 70-tych, 80-tych i 90-tych, z kolei dla Edwarda Nortona to przede wszystkim lata 90-te („American History X” czy „Fight club”). On jako ten najmłodszy w całym tym gronie również ma tu do zagrania najciekawszy charakter. Gra na dwa fronty, współpracując i sabotując pracę wspólników, a do tego jeszcze cudownie udaje upośledzonego pomocnika woźnego. Brando z kolei gra tu schorowanego biznesmena, Maxa (to zresztą jego jedna z ostatnich ról), coś mamrocze, jęczy pod nosem swoim słabym głosem, ciężko dyszy, czasem żartuje i podpiera się laską. To już nie ten Ojciec chrzestny co kiedyś, ale wciąż umie pociągać za sznurki i ma urok osobisty. Jego p...