ZA WSZELKĄ CENĘ. AMBITNA I DIABOLICZNA

ZA WSZELKĄ CENĘ

AMBITNA I DIABOLICZNA

 

 

W dorobku Gusa van Santa znajdziemy zarówno te surowe, undergroundowe filmy jak „Narkotykowy kowboj”, „Psychol” czy „Moje własne Idaho” czy już bardziej uznane w Hollywood jak „Buntownik z wyboru”, „Szukając siebie” czy „Obywatel Milk”, a na końcu te bardziej surowe, stylizowane na paradokument jak „Ostatnie dni”, „Gerry” czy „Słoń”.

Trzeba przyznać, że męscy bohaterowie z wyżej wymienionych filmów van Santa są aż za bardzo podatni na różne kryzysy. Nie wiedzą co ze sobą zrobić i jak wykorzystać swój potencjał. Są zagubieni jak chłopcy we mgle dorosłości. Roznosi ich autoagresja, frustracja podszyta wątłym idealizmem. Stoją na krawędzi, eksperymentują i zazwyczaj przegrywają.

Natomiast bohaterka filmu „Za wszelką cenę” to ich zupełne przeciwieństwo. Genialna manipulantka, która dzięki swojej urodzie i przebojowości potrafi owinąć sobie wokół palca niemal każdego mężczyznę, poczynając od ojca, kończąc na mężu i młodym, naiwnym kochanku, który będzie doskonałym wspólnikiem w zbrodni.

Susanna Stone (Nicole Kidman) o urodzie porcelanowej, zimnej lalki idzie przez życie z podniesioną głową i jasnym celem. Pochodzi z dobrej rodziny, ukończyła studia i nade wszystko marzy o tym, aby jej śliczna buzia gościła w telewizji. Co ciekawe, nie chce być ona aktorką (w końcu jest tylko jedna STONE, Sharon Stone), tylko wziętą dziennikarką albo reporterką. Ale co dziwne, oprócz tych ambitnych planów zawodowych, znajduje jeszcze miejsce na małżeństwo ze swoim księciem, Larrym (Matt Dillon), synem właściciela restauracji, który ma także powiązania z mafią. Można powiedzieć, że Suzanne Stone nieźle się urządziła jako żona Larry’ego, ale nie zamierza być kurą domową, czy w jakikolwiek sposób pomagać mężowi w restauracyjnym interesie. Po prostu nie chce być żoną swojego męża. Niezależna, młoda kobieta uparcie idzie własną drogą, zatrudniając się w lokalnej telewizji, gdzie właściwie to ona ze swoją energią mogłaby być kierowniczką niż ospały Ed Grant. Szef dla świętego spokoju pozwala Suzanne na realizację różnych projektów, a ona jest w stanie ślęczeć nad nimi po godzinach, montując starannie poszczególne materiały. Codziennie w nowej kreacji z uśmiechem na twarzy przedstawia nową wizję telewizji. Innymi słowy to pracownica idealna, oddana, ambitna i pomysłowa. Problem w tym, że nikt tu raczej jej nie doceni. Może jest zbyt ambitna na swoje otoczenie? W końcu jej mąż, Larry, dotąd wyrozumiały, zakochany w niej po uszy, teraz zaczyna się jej stawiać. I tu mili państwo zaczyna się wreszcie dramat! Suzanne zaczyna rozumieć, że małżeństwo z tradycjonalnym Larrym, który pragnął założyć prawdziwą rodzinę, było od początku pomyłką. Bo po co właściwie zimnej Stone rodzina, skoro ona pragnie się poświęcić wyłącznie karierze. Karierze? Póki co uparcie ze sztucznym uśmiechem prowadzi ona prognozę pogody, czując, jak na jej niebieskim niebie pojawiają się czarne chmury. Za niedługo spadnie deszcz, uderzą pioruny i pojawi się trup. Skąd to wiemy? Od samego początku Gus van Sant poprzez umiejętny montaż, wywiady z członkami rodziny jak z filmu dokumentalnego, intryguje nas, jak dojdzie do zbrodni. Musimy zostać do końca.

Na podobnym koncepcie narracyjnym oparł swój film Peter Jackson, który rok wcześniej, zabłysnął „Niebiańskimi stworzeniami”. Tam również dziewczyna przepełniona fantazją i ambicją bycia sławną, wykorzystała naiwność swojej przyjaciółki, która zabiła własną matkę, gdy ta stanęła na drodze ich wspólnej przygodzie. No właśnie. Larry staje na drodze pięknej Suzanne, a ta potrafi manipulować ludźmi, jak żadna inna. Może właśnie wyobraża sobie, że kręci film i musi odpowiednio sprowokować swoich młodych aktorów, by obudzić w nich bestie. Dobrą okazją ku temu jest reportaż o nastolatkach, jaki przeprowadza w lokalnej szkole. Poznaje tam trójkę nastolatków: romantycznego Jimmy’ego (Joaquin Phoenix), wulgarnego Russella (Casey Affleck) i zakompleksioną Lydię (Alison Folland), która wciąż czuje, że jest za gruba. Nie są oni może zbyt wdzięcznymi bohaterami do reportażu naszej bohaterki, bo nie potrafią nic ciekawego powiedzieć o sobie i swoim pokoleniu, jak choćby wygadani bohaterowie filmów Johna Hughesa. Ale ta trójka ma tą ważną słabość, że łatwo nimi manipulować. To nastolatki zmagające się z różnymi frustracjami, które bulgoczą pod ich fasadą jak gorąca lawa. Wystarczy podłożyć im tylko cyngiel, by zdetonowały bombę atomową lub zastrzeliły kogoś. Wnikliwa obserwatorka, Suzanne szybko to dostrzega i zamierza wykorzystać do swoich prywatnych celów. Nicole Kidman znów przeżywa „Pełnię zła”. Podobny układ zobaczymy w filmach „Okup” czy „Idealny plan”, gdzie mózg całej akcji wrobi pozostałych, nierozgarniętych członków ekipy w zbrodnię, a sam zostanie bohaterem. W tym parciu do kariery i odrzuceniu sentymentów przypomina się jeszcze film „Szkoła Buddy’ ego”, gdzie młody, początkujący, ciapowaty asystent wziętego producenta, tytułowego Buddy’ ego (Kevin Spacey) w końcu zmienia się pod wpływem despotycznego szefa w mistrza zbrodni, dzięki której osiąga upragniony „stołek” w firmie. Bo liczy się to, ile jesteś w stanie poświęcić dla kariery. Zabić przyjaciela, męża? A czemu nie. Kolejne trofeum na ścianie.

A gdy już będzie po wszystkim i współczujące (ale też podejrzliwe) spojrzenia skierują się na przeżywającą żałobę, Suzanne, ta wreszcie poczuje, że jest w centrum uwagi i wykorzysta czas antenowy. Tylko patrzcie na mnie! Mimo tej tragedii wychodzę z domu, dzielnie i z gracją przekraczam próg sądu. Jestem bohaterką (chociaż jeszcze nie mam Instagrama, by słać wam relacje). Słyszę wasze brawa. Czuję uznanie dla mojej osoby! Już dzwonią dziennikarze, producenci. Jestem gotowa na wielką sławę. Kto chce ze mną osiągnąć ten sukces?

Ciekawy jest tu występ Davida Cronenberga, reżysera specjalizującego się głównie w horrorach. Pojawia się on pod koniec filmu w roli tajemniczego producenta filmowego, któremu główna bohaterka zwierza się ze swojego życia, mając nadzieję, że to on zrobi z tej historii prawdziwy hit kinowy. Teraz zaczynamy rozumieć, że całe jej życie było na pokaz. Nawet wtedy, gdy wychodziła z sądu, otoczona fotoreporterami i policją, słyszała bardziej brawa niż niewygodne pytania. Czuła się jak gwiazda w centrum uwagi, aniżeli podejrzana o morderstwo czarna wdowa. Czy wreszcie osiągnęła swój splendor? Właściwie to tak. Ale żeby nie popełnić tu „spojlerowej zbrodni” do końca, to podsumujmy to w stylu baśni. 

 


 

Zbrodnia niesłychana. Pani zabiła pana. Ale już po chwili upomniała się o nią kara. Zimna, królowa została zatrzymana w swoim pięknie i naiwności — tak jak chciała. Skończyła pod grubą taflą lodu, nie czując już ani chłodu, ani głodu. Cóż za ironia. Skończyła pod zimnym szkłem. Tak jak chciała. Uśmiechnięta pani z telewizora pocałunki wam słała. Totalna magia! Podczas gdy jej tajemniczy spowiednik ulotnił się gdzieś w mroku. To będzie zbrodnia roku. Mimo wszystko będzie sława. Krwawa. Ale cwana, ale cwana. Nieśmiertelna, mądra dama.

 

Która pewnie dzisiaj zrobiłaby jeszcze większą karierę na Instagramie i YouTube, zapełniając swoje profile i kanały licznymi relacjami i dokumentami. Ach co za tragedia, gdy człowiek wyprzedzi swoją epokę…

 

 

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH