TYDZIEŃ Z ŻYCIA MĘŻCZYZNY
TYDZIEŃ Z ŻYCIA MĘŻCZYZNY
Biegnie nasz „Wodzirej”, wspina się zdyszany po szczeblach kariery. „Bohater roku”! Chwyta kolejne znaczki, odznaki w swoje tłuste ręce. Znaczki znaczeń ulotnych łapie, zapominając o dziesiątym przykazaniu w „Dekalogu” i nie pogardzi też widokami ponętnych kobiet w „Seksmisji”. Komisarz Ryba ścigający nade wszystko swoją ambicję. Czekający w deszczu na lepszą „Pogodę na jutro”. Jeszcze się dorobi, jeszcze odkuje. Zwykły „Obywatel”, taki sobie „Amator”, grający na czterech strunach smutku „Kontrabasista”, mały człowiek, „Duże zwierzę” no i Osioł! Jerzy Stuhr i jego bohaterowie. Tacy małostkowi, lękliwi, śliscy, zabawni, głośni, tragiczni, koślawi inteligenci, którzy świetnie się sprawdzają w rolach komediowych jak i w kinie moralnego niepokoju. Galeria tych barwnych charakterów odbija się w obiektywach Kieślowskiego, Falka, Wajdy, Zanussiego czy Machulskiego. Ale w końcu musiał nadejść ten moment, gdy ambitny aktor, przesiąknięty tak wieloma postaciami, postanowił opowiedzieć po swojemu, we własnym kadrze wyjątkowe historie, a przy okazji także zagrać w nich główne role. „Tydzień z życia mężczyzny” to trzeci film w reżyserii Stuhra po „Historiach miłosnych” i „Spisie cudzołożnic”.
Stuhr przygląda się tutaj życiu prokuratora, Adama Borowskiego, który podczas tytułowego tygodnia mierzy się z różnymi problemami zawodowymi i rodzinnymi. Właśnie podczas tych zgrzytów odkrywamy największe słabości i lęki głównego bohatera. Na zewnątrz prawie kryształowy prokurator, co za komuny nie chciał iść na żadne układy, teraz w nowej Polsce musi mierzyć się z równie wielkimi pokusami. Swoją prozę dzieli z wierną żoną (Gosia Dobrowolska, stała aktorka filmów Stuhra), której coraz bardziej doskwiera brak dzieci. Może dlatego zajęła się fundacją i dobroczynnością. Pan prokurator ma też chorą matkę w szpitalu (Danuta Szaflarska, co potem będzie pamiętała o „Żółtym szaliku” dla swego syna), która potrafi przejrzeć syna na wylot i wie, że prokurator potrafi płakać. Nade wszystko Borowski ma sporo pracy, bo każdy prędzej czy później błądzi i musi w końcu zeznać to i owo. Aż brakuje czystych kartek do ścierania tych brudów, na które przecież trzeba znaleźć odpowiednie paragrafy. Na przykład ten chłopak, który zabił własną matkę. Podczas wizji lokalnej nie wytrzymuje i zaczyna kopać manekina z całych sił. Czy tak bardzo nienawidził matki? Czy może tak bardzo ją kochał, że nie mógł patrzeć, jak ta marnuje swoje życie w nałogu alkoholowym? Pan prokurator mruży oczy i chce dostrzec winę tego człowieka. Widzi syna, który zabił własną matkę. Widzi potwora? Ale i on przecież nie jest ideałem. Nie mając dość pieniędzy na rewolucyjną terapię dla swojej chorej matki, rozważa uparcie kupno nowego domu, jakby mu ciągle było mało. Sam czuje się po cichu mordercą.
Ale praca i rodzina to nie wszystko. Adam ma także swoją wielką pasję, jaką jest chór. Wygląda jak niewinny aniołek, wyśpiewując te wzniosłe chorały i pieśni w murach kościoła pod batutą Macieja Niesiołowskiego. Od razu bliżej nieba. (Później Stuhr będzie śpiewał z braciszkami z Myslovitz w „Pogodzie na jutro”). O ile przyjaciel z chóru, Oleś (Krzysztof Stroiński) nie palnie jakiegoś głupstwa. Ostatnio często mu się to zdarza. Biedak choruje na schizofrenię. On już nawet bez tej wzniosłej sztuki, przekracza granicę rozsądku. To oczywiście martwi Adama. Najpierw matka, teraz jego przyjaciel. Wszyscy, których kocha, powoli odchodzą w stronę cienia, a on czuje się jak coraz większy drań. Może komuś zepsuł życie, kogoś niewinnego wysłał za kratki jak w „Symetrii”. Może wtedy był zmęczony, zirytowany. Podpisał nieostrożnie akt oskarżenia. Koszmar i samotność Piłata.
Zmęczony tym pomnikowym odbiciem, zanurza się w zwierciadle. Zanurza się w wodzie i przepływa kolejny basen, by odreagować i trzymać formę. Dla siebie i może także dla innej kobiety, młodszej kochanki, która potrzebowała w swoim życiu kogoś doświadczonego. Ale dosyć, dosyć. Trzeba to zmienić, wyprostować, zmazać tą skazę z kryształowego oblicza pana prokuratora. Tam płacz żony, która nie ma dzieci, tu płacz porzuconej kochanki (i jego męska duma, że to on ją porzucił a nie odwrotnie) i jeszcze ten smutek na twarzy matki. Same cienie, szramy i łzy na twarzach kobiet jego życia. Może właśnie dlatego bohater tak bardzo się stara, by wreszcie kupić w tym roku, w tym tygodniu dom jednorodzinny. Dla siebie, dla żony, dla matki i niejako zacząć nowe, lepsze życie. Mężczyzna przecież musi zbudować, kupić ten wyśniony dom. To kwestia honoru, prestiżu. Chociaż po co mu większy dom, skoro swoją samotność idealnie dzieli z żoną w mieszkaniu w kamienicy, gdzie echo dość mocno odbija ich zgaszone emocje. Dzieci się nie doczekali. Zdarza się. A może w tym wyjątkowym tygodniu zabiorą sobie jakieś dziecko z fundacji na próbę? Tak dla emocji. To nieważne, że to dziecko nie będzie wiedziało, że to tylko na chwilę. Ono zresztą nie słyszy, może nawet nie rozumie. To dobrze, że nie będzie w stanie usłyszeć tych wszystkich krzyków dorosłych, którzy nie wiedzą, o co im chodzi. Też są chyba dziećmi. Parę drogich zabawek i może pan prokurator poczuje, jak to jest być ojcem, a jego wrażliwa żona obudzi w sobie instynkt macierzyński. I jakoś to będzie. A potem dziecko wróci, skąd przybyło. Do domu dziecka. Odejdzie także Oleś, odejdzie matka, tak jak odszedł już ojciec. Prawo się dopełni. Zamknie się stary świat. Pan prokurator stanie się sierotą zagubioną pośród dorosłych spraw. Zimny przypływ zatrze zapisane na piasku marzenia, lecz paragrafy wciąż będą głęboko wyryte. I znów trzeba będzie kogoś oskarżyć, by poczuć, że jest się prawym i odpowiedzialnym.
To był tydzień Adama Borowskiego, tydzień prokuratora, kochanka, męża, syna, ojca. Tydzień jakich wiele. Każdy przechodzi przez taki tydzień i próbuje ze swojego życia uczynić raj. Sprząta odpadające tynki swojej cierpliwości, odgarnia pajęczyny odłożonych spraw, przekłada zawalone szanse i buduje z nich nowe fundamenty.
Natomiast w niedzielę…
W niedzielę należy odpocząć. Spojrzeć na swoje czyny z dystansem, z dumą, a czasem ze wstydem. I potem znów ruszyć przed siebie, przepłynąć kolejny basen łez i tworzyć uparcie raj w slalomie między twardymi paragrafami.
Komentarze
Prześlij komentarz