KSIĄŻĘ PRZYPŁYWÓW
KSIĄŻĘ PRZYPŁYWÓW
Podejrzewam, że zawód aktora to jedna wielka psychoanaliza, gdzie w każdej roli człowiek walczy ze swoimi ograniczeniami i często wciela się kilkukrotnie w podobnych bohaterów, by jeszcze wydobyć z nich coś innego, gorszego lub lepszego. To ciągłe rozstania i powroty, ściąganie kolejnych warstw własnego ego, by w końcu poczuć rdzeń swojej osoby.
Nick Nolte w tym melodramacie łączy ze sobą poprzednie role: zawodnika futbolu („Czterdziestka z North Dallas”) oraz nauczyciela („Nauczyciele”) z bolesną przeszłością. Zagrał to tak wspaniale, że za swój występ był nominowany do Oskara. Z kolei Barbra Streisand jako piosenkarka i aktorka w tym filmie odnajduje się doskonale w roli pani psychiatry i także za kamerą jako reżyserka. Sprawnie kieruje całą obsadą i gęstymi emocjami, które spowiły wszystkich bohaterów tego dramatu. Każdy czegoś żałuje, każdy się boi, wspomina, ukrywa, aż wreszcie wybucha i płacze. Ale to zdrowy, oczyszczający płacz, jak przypływ.
Ale zacznijmy terapię od początku. Czterdziestoparoletni nauczyciel i trener futbolu, Tom Wingo czuje, że stanął na rozdrożu własnego życia, co dziwnie kontrastuje z jego nazwiskiem. Zgrabne i chwytliwe nazwisko Wingo idealnie pasuje do kogoś dynamicznego, kto biegnie przez życie jak zdecydowany zawodnik futbolu. Kryje ono w sobie czasownik „win”, czyli „wygrywać” oraz „go” iść. No i jeszcze jest „skrzydło” czyli „wing”. Ale Tom ostatnio nie potrafi zwycię-żyć i rozwinąć skrzydeł. Nie potrafi iść przed siebie, by zostawić trudną przeszłość. Chociaż ma wspaniałą rodzinę, żonę, trójkę uroczych córek, mieszka w domku nad morzem z dala od zgiełku miasta, to jednak wciąż dręczą go wspomnienia z dzieciństwa (podobno najpiękniejszego okresu z życia), co zawdzięcza w głównej mierze swoim skłóconym rodzicom i pewnej czarnej nocy, gdy jego niewinność została brutalnie naruszona. Jak dotąd podczas tych wszystkich pauz potrafił się zasłonić ironią i sarkazmem, wychodząc na wesołka albo grubianina. Nolte świetnie wypada tu jako słodko-gorzki komik, balansujący między ciętym humorem a furią gniewu, gdy kłóci się z matką czy panią psychiatrą. Ekspresji i pasji mu starcza za trzech. Może to balansowanie Toma między emocjami, to kwestia tego, że był „środkowym” dzieckiem. Zawieszony w tej rodzinnej pajęczynie między starszym bratem, Luke’ m, narwanym jak kowboj ze strzelbą, aż w końcu przepłacił to życiem, czy młodszą siostrą, cichą i zamkniętą w sobie Savanną. Tom będąc między tymi dwoma skrajnościami, zachował względną normalność. Przynajmniej na tyle, aby założyć własną rodzinę. Ale w końcu nadszedł czas, by skonfrontować się z demonami przeszłości, które obudziła Savanna (Melinda Dillon).
Jako poetka, nadwrażliwa osoba znacznie poważniej znosi wspomnienia z przeszłości. Czy chodzi o brutalnego ojca czy o matkę, udającą arystokratkę, a może coś było jeszcze? Skutek jest taki, że właśnie po raz kolejny chciała się zabić. Widocznie nie potrafiła wyrazić swego bólu w zbyt prostych słowach i przewidywalnych rymach. W końcu musiała uciąć ten długi wers, by na chwilę poczuć awangardę. Teraz zupełnie umilkła i przypomina zombie albo zahipnotyzowaną księżniczkę, czekającą na swego księcia. Księcia Przypływów, który wraz z nową falą zabierze ten ciężar pustych lat. A ten książę jest:
On jest właśnie typem człowieka
O którym się słyszy
Który porzuca rodzinę
Szukając łatwego wyjścia
Oni nigdy nie zauważyli sygnałów
On nigdy nie rzekł słowa
Nie mógł już znieść kolejnego dnia
Zanieś mnie na sam brzeg
Zakop mnie w piasku
Przeprowadź mnie przez wodę
A może zrozumiesz
Gdy tylko ten kamień
Pod który wpełzasz
Zostanie zrzucony z twoich barków
Gdy tylko chmura, z której pada
Na twoją głowę, zniknie
Hałasem, który usłyszysz
Będzie brzęk roztrzaskujących się pustych lat
(https://www.tekstowo.pl/piosenka,dream_theater,hollow_years.html)
Tom również ostatnio nie potrafi wyrazić tego, co się z nim dzieje. Nie wie, dokąd zmierza ze swoim życiem i to także udziela się jego żonie (Blythe Danner), która nie ma pewności, czy nadal jest ze swoim mężem, czy może obok niego. Mimo ironicznych rozmów i uśmiechów oboje muszą przyznać, że ich małżeństwo przeżywa kryzys, a romans żony z kardiochirurgiem (akurat specjalistą od serca) tylko przelewa czarę goryczy nad tym związkiem. Próba samobójcza siostry Toma jest na swój sposób dobrą okazją, by na jakiś czas opuścić swoją rodzinę (separacja) i odwiedzić siostrę w Nowym Jorku. Mimo zgiełku tego najpopularniejszego miasta na świecie, tylko tutaj Tom będzie w stanie spojrzeć na życie Savanny i swoje własne z innej perspektywy.
Zadziorny i ironiczny Wingo nawet się nie spodziewa, że pomagając w terapii własnej siostry, sam przejdzie psychoterapię pod okiem zdystansowanej pani psychiatry, Susan Lowenstein (Streisand), która także skorzysta na tej nowej relacji, kiedy poczuje coś do Toma, a on to odwzajemni. Przy okazji pan trener podszkoli rozpieszczonego syna pani doktor, Bernarda (Jason Gould, syn Barbary) z futbolu i dobrych manier. I także zrobi konkurencję byłemu mężowi Susan, słynnemu skrzypkowi, Herbertowi Woodruffowi (Jeroen Krabbe, który za parę lat będzie jeszcze przyjacielem i skrzypkiem Beethovena w „Nieśmiertelnej miłości”). A maestro oczywiście będzie nalegał, by jego syn był przede wszystkim genialnym skrzypkiem, a potem gdzieś na końcu… szczęśliwym człowiekiem. Ach jak te skrzypce smutno brzmią, jakby ktoś płakał. Herbert potrafi grać na emocjach. Na uwagę zasługuję tu scena konfrontacji między nadętym skrzypkiem a urażonym panem trenerem podczas kolacji u Suzanne, gdzie nie brakuje snobów, wytykających Tomowi południowe pochodzenie. Ta wykwintność i zawoalowane chamstwo dodają iskier podczas kolacji przy świecach. To raz pan skrzypek drwi sobie koncertowo z Toma, wywijając smyczkiem jak szabelką, to znowuż Wingo o mało co nie zrzuca z balkonu bardzo drogiego Stradivariusa, pokazując przy okazji, że potrafi łapać nie tylko piłkę, ale i także piękną kobietę, która umie czytać emocje i układać je jak puzzle na wielkiej mapie.
Ten melodramat, będący adaptacją powieści Pata Conroya pod tym samym tytułem to niezwykle gęsty od emocji film. Widzimy tu ewolucję pewnego siebie i zabawnego mężczyzny, który z każdą kolejną minutą filmową staje się coraz bardziej nieporadny, przestraszony jak to dziecko sprzed lat, gdy musiał stawić czoła największej traumie. Psychoterapia będąca tu główną osią całego filmu to właśnie powrót do dzieciństwa. To tam znajduje się klucz do obecnej postawy Toma i problemów Savanny. Dzieciństwo to zarazem raj i piekło. Słodycz odkrywania wszystkiego po raz pierwszy, zachwyt nad prostotą i piekło poznania cierpienia. Wszystko to zapisuje się w pamięci bardzo ostrym rylcem, a potem wielokrotnie odbija się na kliszy dorosłego życia. Rezonuje w smutnej melodii na skrzypcach, prowokując nas lub powstrzymując przed podjęciem ważnych wyborów.
Co przyniesie przypływ? Czy wypłyniemy razem z nim, czy się cofniemy? Dlaczego jest tak, że czasem musimy uciec z naszego domu, opuścić bliskich i szukać szczęścia gdzie indziej? A potem znowu zostawiamy nowych przyjaciół, raniąc ich niewidzialnym sztyletem, by docenić naszą opuszczoną rodzinę dwukrotnie bardziej. Gorzki rachunek za każdy przypływ nostalgii i odpływ zacierający na piasku zaklęte wspomnienia z dzieciństwa. Słońce odbijające się na morzu. Nasz złoty pasaż szczęścia.
Komentarze
Prześlij komentarz