Posty

W DOBOROWYM TOWARZYSTWIE, CZYLI SZUKAJĄC SWEGO MIEJSCA

Obraz
  Tytuł tego filmu można rozumieć dwojako, bo z jednej strony to film opowiadający o korporacyjnych realiach, gdzie dobrze dobrana ekipa ma stanowić o dobrych wynikach i sukcesie firmy. Company to zarazem firma ale i towarzystwo. Ale ironiczne jest to, że jeśli już masz się zaangażować w pełni w działania danej firmy, często musisz poświęcić sporo swego czasu, ograniczając lub rezygnując ze sfery towarzyskiej. To firma i współpracownicy mają być twoim towarzystwem, wsparciem, a nawet rodziną, jak to się ładnie przedstawia w wielu reklamach danych korporacji. I może tak jest. W niejednym teamie można spotkać dobrych przyjaciół, a twój menago będzie niczym dobry wujek. No i przede wszystkim w tej rodzinie nauczysz wielu przydatnych rzeczy. Choć z drugiej strony możesz doznać szoku, gdy się przekonasz, że w następnej sztafecie ci przyjaciele będą twoimi rywalami o kolejną posadę, bo nagle rozpocznie się redukcja etatów. Taka redukcja etatów czeka właśnie Dział reklamy Sports Ameri...

MEDIUM. CZAS ZEBRAĆ KUKIEŁKI NA OSTATNIE PRZEDSTAWIENIE

Obraz
  Połowa lat osiemdziesiątych, polskie kino pełne niespokojnych narracji. Podczas gdy w telewizji porucznik Borewicz jeszcze zgłębiał mroczne tajemnice półświatka, Jacek Koprowicz sięgnął po tajemnice okultyzmu, by stworzyć horror i kryminał w jednym – to dość unikalna kompozycja w polskiej kinematografii, która raczej w tamtych latach mocno bazowała na moralnym niepokoju, kinie obyczajowym, sensacji, czy komedii, by dać odetchnąć zdyszanym obywatelom w komunistycznej rzeczywistości. Horror w Polsce? Przepraszam, w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Wystarczy, że długie kolejki po dawno wykupione produkty były horrorem. Kto by pomyślał, żeby jeszcze straszyć ludzi horrorami. No ale w latach siedemdziesiątych mieliśmy „Lokis. Rękopis profesora Wittembacha”, „Diabła”, czy bardziej jaskrawą „Wilczycę”. Trzeba przyznać, że stare filmy pomimo skromnych efektów specjalnych potrafią naprawdę przestraszyć. Ostry makijaż, przedziwne charakteryzacje (jak z wytwórni Hammer) mocne zbliżenie...

ŚWIĘCI Z BOSTONU. NASZE SKRYTE PRAGNIENIA WYŻSZEJ SPRAWIEDLIWOŚCI

Obraz
  Pamiętacie Julesa Winnfielda z „Pulp Fiction”, który z taką pasją recytował swojej ofierze fragment Ezechiela 25:17? Jakże wtedy intensywne są słowa proroka, gdy widzisz przed sobą lufę pistoletu, która jest już jak tunel, prowadzący cię do innego stanu skupienia. A potem głośne bach. Krew na ścianach, idealny atrament do pisania krwawej Ewangelii ku przestrodze wszystkim, którzy zboczyli ze ścieżki prawości. O ile Winnfield z początku traktował to jako teatralizację swojej zbrodni i zabłyśnięcie przed ofiarą „fajnym tekstem”, to już John Doe, bohater filmu „Siedem” postanowił świadomie, że poświęci swoje życie na głoszenie krwawych kazań do upadłych ludzi, którzy bez przerwy dopuszczają się siedmiu grzechów głównych. Doe będzie tak robił, dopóki wreszcie nie zdecyduje, że najwyższy czas poświęcić siebie na ołtarzu. Sam się zgłosi na policję, a potem przyjmie na siebie gniew pewnego policjanta, który stracił żonę. Najważniejsze jednak będzie w tej ofierze to, że jego zbrodnie...