MIĘDZY NAMI SEKSOHOLIKAMI. THANKS FOR SHARING

MIĘDZY NAMI SEKSOHOLIKAMI

 

„Między nami seksoholikami” to kolejna pozycja (bez skojarzeń), którą możemy wcisnąć… yyy znaczy, to jest… stawiamy na półce między takimi filmami jak „Don John”, „Miłość, seks, terapia” czy „Uwiązani”, gdzie seks jest nie tyle źródłem rozkoszy, co raczej pewnym balastem (zwłaszcza, gdy jest podszyty porno), który wyraźnie przeszkadza bohaterom w odnalezieniu bliskości.

Reżyser, Stuart Blumberg, znany z takich lekkich komedii (gdzie nie brakuje seksu i treści LGBT) jak „Dziewczyna z sąsiedztwa”, „Zakazany owoc”, „She said, she said” czy „Wszystko w porządku” również w tym obrazie zgrabnie równoważy komedię, romans, a także dramat. Miło, że kino znudzone już alkoholowo-narkotykowymi przygodami bierze na warsztat wstydliwe uzależnienie od seksu, żeby mu się lepiej przyjrzeć, odczarować je, może również przemycić w danych scenach coś w rodzaju poradnika dla zagubionych: uzależnionych i ich partnerów. Oczywiście istnieje ryzyko, że popkultura jak zwykle dość mocno spłyci dany problem ale może i zachęci niejednego widza, by spojrzał w lustro i zapytał siebie, czy rzeczywiście ma z tym problem.

Polski tytuł rzecz jasna jest bardziej chwytliwy, a nawet zabawniejszy i intrygujący. No bo jak to jest między tymi, którzy aż za bardzo… robią te nieprzyzwoite rzeczy. Oryginalny tytuł, czyli „Thanks for sharing” wydaje się bardziej refleksyjny. „Sharing” to słówko, które dziś robi zawrotną karierę w social mediach, prowokując do śmiałych wyznań na ten lub inny temat. Jakby w tej globalnej cyfrowej wiosce wszyscy nagminnie zwierzali się ze swoich traum, uzależnień, nałogów, ozdabiając posta wymownym selfie, na którym wyglądają tak, jakby przed chwilą wstali z łóżka. Ma być szczerze i surowo. Może to zwrócenie uwagi, żeby zdobyć kolejne lajki? Wszak odwaga popłaca. A może to rozpaczliwe pragnienie bycia wysłuchanym przez wielu, przypadkowych ludzi, którym akurat ten a nie inny filmik pojawił się w playliście. Jedni wyśmieją, inni postawią kciuka do góry. Grunt, że bohaterowie zostaną w historii przeglądania jakiegoś siecioholika.

W tym filmie jednak wracamy do podstaw, czyli do klasycznego spotkania, meetingu, gdzie oprócz alkoholików, narkomanów są właśnie seksoholicy, którzy muszą stanąć oko w oko z drugim człowiekiem i wyznać mu, jak bardzo są uzależnieni. Właśnie o to w tym chodzi, żeby się podzielić. Podzielić swoim ciężarem pożądania. A trzeba przyznać, że seksoholicy to taka dość enigmatyczna grupa. No bo jak to jest uzależnić się od seksu? To chyba raczej przyjemność być zawsze gotowym na te błogie chwile. Seks to podstawowa potrzeba fizjologiczna, więc kto ma nieustannie ochotę, ten jest okazem zdrowia. Choć są i tacy, dla których seks jest zupełnie obojętny. „Ja to bym chciał, żeby moja żona była ciągle uzależniona od seksu”  pobrzmiewa ten żart jak czkawka po ciężkim obiedzie.

Wydaje się że okryte tabu uzależnienie od seksu, nie jest traktowane aż tak poważnie jak uzależnienie od alkoholu czy narkotyków, gdzie istnieje poważne zagrożenie życia w przypadku przedawkowania. Niemniej uzależnienie od seksu jest równie podstępne i niszczycielskie. Na początku to reakcja obronna na poczucie pustki, nudy, samotności, frustracji, lęku przed światem. Z czasem to substytut bliskości, intymności, chwila rozkoszy w tym stresującym świecie, po której czuć jeszcze większą pustkę. A przecież trzeba ją jakoś wypełnić. Tak rozkręca się spirala nałogu. A gdy chce się ją przerwać tak definitywnie, jest już za późno. Nałóg to zawsze reakcja na coś, co nam przeszkadza. Zatem, chcąc pokonać nałóg, musimy dotrzeć do jego przyczyny, zbadać nasze środowisko, nasz przyzwyczajenia, rytuały, funkcjonowanie między ludźmi.

 

https://www.youtube.com/watch?v=UyK_YaEKv9Q

 

Seksuolog, Małgorzata Smaś-Myszczyszyn badając uzależnionych od seksu wyróżnia trzy grupy:

 

Uzależnieni od kompulsywnej masturbacji i pornografii — w tej grupie przeważają mężczyźni, którzy bardzo wcześnie, bo już jako dzieci odkryli, że dotykanie przyrodzenia łagodzi napięcie. I nie ma w tym nic dziwnego czy zdrożnego. W okresie dorastania takie objawy są jak najbardziej normalne. Ale jedni chłopcy z tego wyrastają, a drudzy odkrywają w tym sposób na radzenie sobie ze stresem. Potem przychodzi dojrzewanie. Podczas gdy jedni chodzą na randki, imprezy, poznają nowych ludzi, to zlęknieni jeszcze bardziej się w sobie zamykają i pogrążają w nałogu masturbacji. Dla mocniejszych wrażeń dodają do tego pornografię, która dziś, w dobie internetu jest praktycznie dostępna bez problemu. Mało tego, dzięki odpowiednim filtrom na tym czy innym portalu, użytkownicy mogą szybko nakarmić oczy soczystymi fantazjami, które gdzieś w głębi nich siedziały. Jacy aktorzy? Profesjonaliści czy amatorzy? Jaka pozycja, fetysz? Jeszcze inaczej. Jeszcze dziwniej. I tak zdyszany seksoholik próbuje nadążyć za nowymi filmami, które wyskakują tu i tam, by zaspokoić jego gust. Z czasem koneser szukający filmu, spełniającego jego fantazje, zmienia się w biernego odbiorcę, który przyjmie wszystko, byleby tylko osiągnąć orgazm. Szybciej, szybciej. Nudne jęczenie, wylewający się biust, coś z ust. Mechaniczne ruchy, bez większego zaangażowania. Finał. Plama. I to wszystko? Zbyt słodki cukierek, po którym czuje się mdłości.

Te soczyste, wygładzone obrazy porno na długo zapadają w pamięć uzależnionego, który coraz bardziej myli rzeczywistość z fantazją. Aż w końcu będzie sprowadzał każdą, nawet niewinną relację z daną osobą do scenki z filmu pornograficznego, gdzie zawsze podług zasad reklamy dostaje się to, czego się oczekuje. Orgazm spełnienia bez zbędnego wysiłku, poświęcenia. Obietnica łatwego życia, w której zawsze czeka nagroda i zawsze jest miło, słodko, rozkosznie i ciekawie. Kompulsywna masturbacja wraz z pornografią dają chwilową ulgę i niejako zastępują kontakty towarzyskie, przez co często ta grupa uzależnionych mężczyzn ma poważne problemy z kontaktami społecznymi. Zlęknieni, niepewni siebie nie potrafią nawiązać trwałych relacji z drugą osobą. W leczeniu tej grupy pacjentów najlepiej sprawdzają się leki obniżające lęk, praktyka uważności/mindfulness czy terapia poznawczo-behawioralna, gdzie pacjent konfrontując się ze swoją przeszłością, często odkrywa, że te czy inne fantazje seksualne, oglądane na portalach pornograficznych, wyrażają jakieś traumatyczne wydarzenia z jego życia. Tak odarta z „magii” pornografia staje mniej fascynująca, a często wręcz odpychająca, przez co łatwiej ją odstawić.

Druga grupa to osoby z zaburzeniami więzi, uzależnieni od przypadkowych kontaktów seksualnych, gdzie bardziej traktują partnerów jak manekiny, dzięki którym osiągają upragniony orgazm. Mają oni problemy z kontrolą impulsów i często przekraczają normy społeczne. Tu raczej leki obniżające lęk tylko pogorszyłyby sprawę, bo zachęciłyby do bardziej ryzykowanych zachowań. Z drugiej trony ta grupa jest bardziej towarzyska niż uzależnieni od kompulsywnej masturbacji. W swoich seksualnych przygodach z drugą osobą mają MIMO WSZYSTKO większe szanse na zbudowanie jakiejś relacji, która pomoże im zerwać z nałogiem. Ale może być i tak, że jak już się trafi ta idealna partnerka czy partner, to nie chcąc go zawieść, osoba uzależniona będzie odczuwała jeszcze większą presją, prowokującą do rozładowania napięcia w postaci pornografii i kompulsywnej masturbacji. Zatem, uzależniony będący nawet w udanym związku, będzie prowadził niejako podwójne życie między relacją a nałogiem, aż do czasu, kiedy rzeczywiście coś pęknie w związku.

Trzecia grupa to ci najbardziej skomplikowani, „wszechstronni” czyli uzależnieni od masturbacji, pornografii i zarazem uzależnieni od przypadkowych kontaktów seksualnych.

O tym wszystkim już wiedzą trzej bohaterowie tego filmu, mężczyźni w różnym wieku, trzej muszkieterowie: Mike, Adam i Neil — seksoholicy zamieszkujący współczesny Babilon, czyli grzeszne miasto Nowy Jork. Chociaż Neil jako najmłodszy w tym gronie dopiero zaczyna sobie uświadamiać, jak poważne jest uzależnienie od seksu. Co ciekawe, Neil (Josh Gadd) jest lekarzem, więc o uzależnieniach powinien wiedzieć to i tamto. Na ostrym dyżurze ratował niejednego, który prawie przedawkował. Ale i doktor Carter z kultowego ER miał na początku mały problem z narkotykami. Neil odwiedza pierwszy taki meeting, gdzie ma się przyznać wszystkim, jak bardzo sobie nie radzi. Nie przyszedł tu sam z siebie, tylko po ostatnim incydencie w metrze, gdzie za bardzo ocierał się o pewną, piękną panią. Fachowo nazywa się to „froteryzmem”. Jeszcze gorzej będzie, gdy sfilmuje majtki i nogi swojej szefowej, która już wcześniej miała zastrzeżenia co do jego żartów z pacjentów. Skutkiem będzie natychmiastowe zwolnienie z pracy. Bach! Wtedy to Neil, najzabawniejszy bohater tego filmu wygłasza na forum najbardziej szczery i smutny monolog, o tym, jak nałóg zniszczył mu życie. To właśnie ten przełomowy moment dla każdego uzależnionego, gdy musi przyznać się przed sobą i innymi, że rzeczywiście jest się tym, kim się jest — spętanym przez nałóg, nad którym się nie panuje. Bezradność i szczerość. Ja już nie daję rady! Człowiek przestaje się szarpać i okłamywać w tym bagnie. Zaczyna rozumieć, gdzie jest i jak głęboko spadł. Musi się skoncentrować, by wyjść na pewny grunt. Musi jeszcze raz nakreślić swoją przestrzeń i ustawić w niej priorytety.

Ten etap mają już za sobą zaprawieni w bojach Mike i Adam. Warto tutaj zwrócić uwagę na wystrój wnętrz mieszkań głównych bohaterów. Podczas gdy dziecinny, żartobliwy Neil żyje w małym, zabałaganionym mieszkanku (styl studenta-imprezowicza), gdzie na półkach wciąż tkwią niewyrzucone pornole, to Mike i Adam mieszkają w urządzonych ze smakiem domach, gdzie wszystko jest na miejscu, jakby w ten sposób już potwierdzali harmonię, jaką osiągnęli w swoim życiu.

Mike jest weteranem meetingów, mentorem dla wielu zagubionych. Wcześniej zmagał się z alkoholizmem, który jego zdaniem jest znacznie łatwiejszy do pokonania niż seksoholizm. Tim Robbins, czyli pamiętny Andy Dufresne ze „Skazanych na Shawshank” znowu pokazuje, jak uciec z więzienia własnych słabości. Wystarczy odpowiednia drabina (Byle nie Jakubowa) a potem krok po kroku do spełnienia. Mike od piętnastu lat jest trzeźwy i od paru lat również może pochwalić się statusem zdrowiejącego seksoholika. Ale od nałogu nie można tak łatwo się odciąć. Mike może być bohaterem dla wielu towarzyszy z grupy wsparcia, ale jego plamą na honorze jest uzależniony od narkotyków syn, Danny (Patrick Fugit znany choćby z filmu „U progu sławy”), który właśnie niespodziewanie wrócił do domu i jak zapewnia, od paru miesięcy jest czysty. Mike’a i jego żonę zawsze niepokoiły takie niespodziewane powroty syna do domu. Bo tak jak niespodziewanie się zjawiał, tak szybko znikał, kradnąc przy okazji różne rzeczy z domu, żeby mieć pieniądze na towar. Teraz jednak wygląda na to, że Danny rzeczywiście przeszedł jakąś niezwykłą przemianę i stara się zbliżyć do Mike’a. Ale nie tak łatwo zdobyć uwagę ojca, gdy ten w ramach terapii opiekuje się mniej doświadczonymi uzależnionymi osobami, których traktuje trochę jako swoich młodszych braci albo nawet synów. Odbiera od nich telefony o każdej porze i jak spowiednik wysłuchuje ich niepokojów, gdy ci walczą z lękiem i pokusami. Takim podopiecznym jest choćby jeden z podwykonawców w firmie remontowej Mike’a, alkoholik który nie panuje nad emocjami. Albo płacze albo rozwala świeżo wyszlifowane ściany.

Innym podopiecznym Mike’ a, któremu udało się zburzyć większość ścian, jakie go alienowały od ludzi, jest właśnie trzeci bohater tego filmu, czyli Adam (Mark Ruffalo), ekospecjalista. (Parę lat później Ruffalo i Robbins spotkają się na planie „Dark waters”, gdzie również będzie trochę o ekologii i prawie). Od ponad pięciu lat całkiem dobrze sobie radzi, kontrolując swoje seksualne zapędy. Dba o to, aby nic go nie rozpraszało i kusiło. Pozbył się telewizora, ma ograniczony dostęp do komputera i internetu. Jak najmniej bodźców, które mogłyby wywołać „wilka z lasu”. Właściwie to można powiedzieć, że ten bohater poszedł w drugą skrajność. Tak się zdyscyplinował, że nie ma życia towarzyskiego. No bo czy to nie pułapka? Randka, romans? I co dalej? Jakieś obiecujące uczucie, które może przerodzić się w zbyt chorą namiętność. I znowu niepotrzebny stres, który trzeba jakoś rozładować. I na końcu zranione uczucia.

Właśnie w tym momencie Adam poznaje Phoebe, kobietę niemalże idealną: dowcipną, piękną, inteligentną. Gwyneth Paltrow uśmiecha się szeroko, żartuje, trzepocze rzęsami i przygotowuje się do triathlonu. Paltrow i Ruffalo spotkali się wcześniej na planie filmu „View from a top”. Z góry wszystko widać lepiej, szansę na coś nowego i niepowtarzalnego i ale i każdą zawiłość w związku, z którą będą musieli się zmierzyć Phoebe i Adam.

Phoebe ma za sobą traumę — raka piersi i nieudany związek z alkoholikiem. Może dlatego potrzebuje kontrolować sytuację tak jak jedzenie. Gdy tylko się dowiaduje, że Adam jest zdrowiejącym seksoholikiem, niepokoi się i stawia granice. Nie ma już siły być tą cierpliwą, wybaczającą partnerką, która podtrzyma swojego mężczyznę, gdy ten upadnie i to jeszcze w takim wstydliwym nałogu. Te oczekiwania Phoebe wywierają presję na Adamie, który jest o krok od upadku.

Ciekawie przedstawia się tutaj występ piosenkarki Aleci Moore, znanej jako Pink! w roli Dede, również zmagającej się z uzależnieniem od seksu i narkotyków. Miło, że twórcy znaleźli także miejsce dla pań w tym zacnym gronie uzależnionych. Mamy przecież równouprawnienie i każdy ma prawo do słabości. Pink! ze swoim charakterystycznym wizerunkiem scenicznym zawsze kojarzyła się z taką twardą, bezpośrednią babką, „łobuziarą” i ten szorstki wizerunek dobrze dopełnia graną przez nią tu postać fryzjerki Dede. Przez uzależnienie od seksu znalazła się na krawędzi ostrej brzytwy, którą teraz przystawia facetom do gardła, by zgolić ich brody. Jakby chciała ich zabić albo odświeżyć i przytulić się do gładkich policzków. Kto wie? Może niejeden klient dostał w gratisie od niej dodatkowe usługi seksualne. Podsumowując: ma ona za sobą dwie aborcje, straciła przyjaciółkę, bo uwiodła jej męża i jeszcze wielu cudzych mężów. Kobieta upadła? Kobieta zdesperowana. Kobieta z brzytwą, nie mogąca odciąć głów tej seksualnej hydrze.

Ale jesteś w grupie. Przyszedłeś, przyszłaś na meeting. To już coś. Tu możesz mówić o swoich obawach i grzechach, unosząc się na falach akceptacji.

 

Świetny film i potrzebny. Z pozoru lekki, zabawny, momentami wzruszający. Film o takich bohaterach, których kochamy oglądać — niedoskonałych. Codziennie starających nie upaść. Parę dni, parę miesięcy, parę lat. Wytrzymać i być z siebie dumnym, że się zwyciężyło i powiedziało o tym komuś drugiemu. Podzieliło się swoim ciężarem z kimś Innym. Mam tak samo. Ale nie jestem już sam. Dzięki tobie. I od razu lżej.

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

SYMETRIA CZYLI MAKOWIEC U NACZELNIKA ALBO SHAWSHANK PO POLSKU

PLEBANIA

KROLL. W POSZUKIWANIU KOGOŚ, KOGO ZNALIŚMY